O przedniej amortyzacji słów kilka - część pierwsza

Test RST Renegade 12"W poradniku młodego zielarza napisanym dla szczęścia ludzkości pewien przepis się stale powtarza, bo zawiera on sekret młodości: skakać, tłumić, kompresować, sprężać, odbić i amortyzować..."

Zioło rzeczywiście musiałem sztachnąć przed podjęciem tematu bujania w fatbajkach, który przewija się na forum-romanum równie często jak temat przewagi opon o szerokości 4.5 nad 4.0 i na odwrót i na wspak. Krótko mówiąc, zapraszam na kozetkę, bo tłuste amortyzatory mają tyle samo zwolenników co przeciwników i głowa coraz bardziej puchnie. I żeby było śmiesznie, wszyscy oni mają rację. Dlaczego?

Ano, primo dlatego, że odgórnie przyświecającą, narzuconą i jedynie słuszną ideą "fatbajkingu" jest prostota konstrukcji, a także wykorzystanie naturalnej sprężystości opon. W pełni sztywne faty można objuczyć toną kartofli i nadal będą bezpiecznie toczyć się przez pustkowia. A amortyzator? Na ch..j on jeszcze do szczęścia? Tylko łolejem rzygnie, powietrzem pierdnie spod uszczelek, i do tego jeszcze buja. Zgodzicie się, nieprawdaż?

No pewnie, tym bardziej iż wprawny jeździeć z doświadczeniem w doborze ciśnienia może naprawdę wiele zdziałać w terenie. Mięsista opona, np.o 4.8" ma całkiem konkretne ugięcie własne, które można z powodzeniem wykorzystać. I takich osób znajdziecie na pęczki, co amora nigdy w życiu nie założą, prędzej sobie jego strzałą w tyłek strzelą. Producenci też nie pomagają, bo wymyślili karbonowe sztywne widelce, które faktycznie poprawiają humor podczas jazdy w terenie. Naturalna amortyzacja ogumienia ma wszakrze kilka istotnych ograniczeń:

  • relatywnie niewielki "skok"
  • duże uzależnienie od rodzaju mieszanki gumowej, szerokości własnej, szerokości obręczy, a nawet temperatury powietrza (w przypadku najszerszych papuci)
  • brak tłumienia "powrotu" i kompresji

I wszystko byłoby kurna pięknie, gdyby nie pieprzona ewolucja. Ludziska umyślili sobie, że na fatach można szaleć tam, gdzie nikt "normalny" się pcha, że można ścigać się, bawić się na singlach z równie dużym jak nie większym bananem na buziaku co tradycyjni "górale". Z pomocą przyszło także zdobyte na froncie doświadczenie, które pozwoliło inżynierom stworzyć odpowiednie tłuste ramy, którym bliżej jest do zawadiackich "ścieżkowców" niż do objuczonych dromaderów. Trochę tak jak z 29er'ami parę lat wstecz - wszyscy twierdzili, że się na wielkich kołach nie da ścigać, skakać, fruwać. A teraz, geometria jest już takim majstersztykiem, że wielkie koła podbijają twierdzę DH. Dokładnie tak samo dzieje się w tłustym świecie - patrz moje zdjęcie poniżej :) :)

RedBull Rampage Fatbike

Niestety w takich okolicznościach przyrody, naturalne ugięcie tłustych opon można sobie w rowek między pośladkami wsadzić. Rozsądek i bezpieczeństwo wręcz nakazują wtedy obecność amortyzacji. Minumum 80-120mm skoku + ugięcie opony - zapewniają komfort psychiczny na dropach i ciasnych singlach a także ostrych trasach enduro.

Amortyzacja w fatach nie jest niczym nowym. Pierwsze "sprężynowce" pojawiły się dobrych parę lat wstecz, ale były to modele zdecydowanie typu "custom" - czytaj: rzadkie i bardzo drogie - najczęściej powiększone modele DH typu "upside-down" (z odwróconymi goleniami, jak motocyklach). Rewolucję w fatbajkach zapoczątkował dopiero Rock Shox wprowadzając w 2014 roku na rynek masowy, model BLUTO. Bluciarz zabił z miejsca konkurencję, której właściwie nie miał. Pomimo swojego sędziwego wieku, wielu wad to nadal król tłustej amortyzacji.

Wróćmy jednak na ziemię, gdzie obecnie nadal zdecydowana większość tłuściochów porusza się mimo wszystko na sztywnych widelcach. Jeno ich właściciele przeglądają Internety, świerszczyki i marzą....marzą o amortyzatorze. I właśnie im nie wypada nie pomóc. Wiemy o tym my oraz producenci amortyzatorów, którzy dostrzegli tę tłustą niszę nisz i na fali hura-optymizmu stworzyli modele dedykowane pod tłuste rumaki. Pomęczę Was jednak jeszcze trochę "teorią podwórkową", gdyż ponieważ musicie zastanowić się dwa razy zanim zdecydujecie się na kupno amortyzatora.

Bluto RS 09

Otóż, Nas, tłuściochów można właściwie podzielić na dwie grupy - tych co "mogą" i tych którzy "nie powinni". Pierwsza grupa, to szczęśliwcy posiadający fat bajki, w których producent przewidział opcję przedniej amortyzacji - czytaj: parametry (przede wszystkim geometria) ramy są zoptymalizowane pod kątem amortyzacji. Warto sprawdzić, np. na stronie producenta czy nasz tłuścioch jest "suspension corrected" lub "suspension ready". Przyznam się Wam uczciwie, iż jeszcze całkiem niedawno myślałem, iż wystarczy obecność główki "tapered", aby dany fat mógł bezpiecznie ożenić amortyzator. Już wiem, że to bardzo błędne. laickie podejście. Generalnie, uznani producenci zaczęli poprawiać geometrię, kilka lat temu wraz z pojawieniem się Rock Shox Bluto, ale nie jest to regułą. Wiele firm, ma w swoim tłustym katalogu modele "wyprawowe", tylko pod sztywne widelce, czyli "non-suspension corrected" jak również te z mocnym zacięciem sportowym, gdzie amortyzacja już jest, albo można ją założyć.

Teraz będę mundry....uwaga! Amerykańscy i australijscy fachowcy od tluszczu orzekli, że rama "suspension-corrected" to taka, gdzie po montażu amortyzatora o skoku 100mm, przy prawidłowo ustawionym ugięciu wstępnym (SAG) parametr oś-korona (Axle-to-Crown) wynosi nie wiecej niż 511mm. To taki "złoty środek" pozwalający utrzymać kokpit naszego rumaka na rozsądnej wysokości nad ziemią.

Bluto RS 06

Tu właśnie dochodzimy do grupy właścicieli, którzy "nie powinni". Zaliczyć można do niej posiadaczy starszych fatbajków, fatabajków budżetowych, lub fatbajków "wyspecjalizowanych", (np do wspomnianej turystyki wyprawowej). Zapytacie się: "Leo, why?" Odpowiedź jest stosunkowo prosta: otóż widelce amortyzowane są po prostu "wyższe" o sztywnych braci i potrafią radykalnie unieść główkę ramy i zmieniając drastycznie właściwości jezdne naszego roweru. Łatwym zobrazowaniem tego tłustego problemu są stare górale, np z połowy lat 90-tych, fabrycznie wyposażone w sztywne widelce. Ich właściciele masowo zaczęli montować amortyzatory na początku XXI wieku. Jakież było ich zdziwienie, gdy z relatywnie zwrotnego roweru robił się "chopper" o zwrotności autobusu z "frontalną" nadpobudliwością. Identycznie jest z tłuściochami. W takim przypadku, osobiście jestem zwolennikiem pozostania przy sztywnym widelcu z opcją wymiany na model z włókna węglowego.

Dobiję was (i siebie) jeszcze bardziej. Otóż eksperci od cyferek i spiskowych teorii idą (słusznie) jeszcze dalej. Okazuje się bowiem, iż nawet kompatybilność ramy z amortyzatorem nie daje 100% gwarancji szczęścia i satysfakcji. Oł fuck! Ale cemu, Panieee? Ano primo, producent przewidział jedynie montaż widelca o skoku np. 80mm, albo 100mm, i tylko za takie wartości bierze odpowiedzialność. Secundo, bo amortyzator, amortyzatorowi nie równy - producenci mają czasami niestandardowe podejście do realnej wysokości widelca (AC - "Axle-to-crown"), nawet o tym samym skoku. Różnice nie są dramatyczne, ale niektórzy uwielbiają zabawę w aptekę... :)

Potencjalna zmiana geometrii naszego rumaka, to nie jedyny problem, z jakim trzeba się zmierzyć, myśląc o przesiadce na "sprężynę". Otóż 95%  markowych amortyzatorów produkowanych jest z uwzględnieniem standardów i technologii zarezerwowanych do rowerów klasy średniej i high-end. W praktyce oznacza to obecność:

  • poszarzanej rury sterowej 1.5" - korona widelca i 1 1/8"  - górny odcinek
  • sztywnej osi przelotowej, tzw "thru-axle" 15x150mm

Dokładnie takie same parametry powinna spełniać posiadana rama oraz przednie koło. Sęk w tym, że w naszym kraju-raju poza wyjątkami, fabryczne, sztywne widelce mają rozstaw osi 135mm na klasyczny szybkozamykacz QR 9mm, a ich rury sterowe są "proste", tj 1 1/8 cala. "Errata: jak zauważył kolega w komentarzu, co raz więcej fatbajków klasy średniej i wyższej wyposażonych jest jednak w widelce sztywne na oś przelotową 150mm." - czyli kierunek jest słuszny

Oczywiście, ze każdym problemem można sobie poradzić, bo natura nie znosi pustki.. Niemniej wymaga to wytrwałości w poszukiwaniu stosownych "adapterów", dzięki którym będziemy w stanie zniwelować te "drobne" różnice. Producenci amortyzatorów nie rozpieszczają nas zupełnie - nie licząc tanich, azjatyckich sztućców jedynie markowy RST Renegade, egzotyczny WREN ATK, oraz DNM oferują opcję prostej rury sterowej, ale nadal wymagają stosowania piasty na oś 15x150mm

Lauf Carbonara Fatbike compl

Sami widzicie - montaż amortyzatora w fatach, to wbrew pozorom nie jest "plug & play". Tym miłym akcentem pożegnam Was ozięble z nutką dekadencji. Lada dzień po niedzieli spotkamy się znowu - w drugiej odsłonie opiszę poglądowo konkretne modele dostępne na naszym i nie-naszym rynku.

No i rzecz najważniejsza - dzielcie się proszę Waszymi przemyśleniami, bom nie jest "alfą i gametą" (jak zwykł mawiać mój nauczyciel od "przysposobienia obronnego"). CZEŚĆ!

Michał Śmieszek