Monteria Fat Bike Race 202...

MFBR 2020 1"I have a dream...." powiedział kiedyś Martin Luther King. I Ja też mam taki sen - marzenie wręcz: jest 31 stycznia 2021, niedziela. Właśnie zakończyła się VI edycja Monteria Fatbike Race, a ja pełen energii zasiadam z zasłużoną szklaneczką "rudej" i piszę relację, na gorąco...ciepłą i romantyczną jak kaflowy piec. Ooo..już jest, a wy ją możecie właśnie przeczytać:

Zbieram się do pisania tej relacji z tegorocznej Monterii jak koronawirus do ataku na Polskę, choć może to i lepiej, bo w mojej wersji ofiar nie przewiduję, a co najwyżej wysypkę i podkrążone oczy z niewyspania. Czy powyższy mało zachęcający wstęp oznacza, że było nędznie, smutno i ponuro....Ależ skąd. Było fantastycznie - chłopaki z tłustej ekipy postanowili się kulturalnie rozchorować lub też padli ofiarą innych często gorszych okoliczności przyrody, dlatego ta edycja była z mojego punktu widzenia wyjątkowa. Żem jednak człowiek odważny - postanowiłem zatem sam, samiuśki, kurła, jak ten rudy od whiskacza rydz, zmierzyć się z Monterią, która rok wcześniej dała ostro popalić moim nogom, płucom i ostatniej szarej komórce.

MFBR 2020 2

Jeszcze tydzień przed zawodami zastanawiałem się (na szczęście trwało to sekundy), czy jechać, bo śnieg topniał w oczach. Zapowiadała się powtórka sprzed dwóch lat, gdy ścigaliśmy się po błocie i trawie. Tymczasem mikroklimat Gór Stołowych jakims cudem zatrzymał śnieg a nawet nieco go dosypał tuż przed planowanym dniem przyjazdu. W związku z takim obrotem sprawy decyzja mogła być tylko jedna, jedyna właściwa - chluśniem bo uśniem i jadziem!

Po raz piąty zapakowałem galaktyczny taczkowóz trzema tłuściochami i wyruszyłem w 500 kilometrową wyprawę. Karłów przywitał nas śniegiem - wytłumaczyłem córkom, że to jest taka biała mąka z nieba, którą można lizać byle nie była żółta. Śnieg to na moim Mazowszu już rzadkość, widziana częściej w zamrażalniku niż na ulicy. Karłów przywitał nas jak zwykle piękną pogodą a co najważniejsze - białym puchem. Może nie były to ilości o jakich marzymy, ale na tyle krzepiące serce, że już nie mogłem doczekać się kolejnego dnia, a przede wszystkim startu.

MFBR 2020 3

Tradycyjnie, jak co roku, organizatorzy zaplanowali dwuetapową rozgrywkę. Rozgrzewką przed daniem głównym miał być kilkukilometrowy prolog pod Szczelińcem. O ile w ubiegłym roku, organizator dołożył kilka ekstra agrawek i tym samym parę kilometrów, to edycja 2020 powróciła do trasy znanej z wcześniejszych edycji z nieznaczną modyfikacją w dolnej cześci trasy.

Do startu w prologu stanąłem (o ile jeszcze dobrze pamiętam) jako jeden z pierwszych. Generalnie fajna zabawa, ale dobra dla ludzi, którzy kochają XC i wysiłek anerobowy od samego startu do mety. Grubasy takie jak ja cierpią, bo zadyszka gwarantowana jest już po pierwszych 100 metrach i trzeba jakoś opanować emocje oraz serce i płuca wyskakujące z trzewi. Niezależnie od wysiłku, takie nocne ściganie w świetle czołówek, mocnych lampek oraz pochodni rozlokowanych wzdłuż trasy ma swój klimat. Przede wszystkim jest doskonałą okazją do pogadania z dobrymi znajomymi oraz poznania kolejnych pozytywnie zakręconych wariatów

Jak na dobrego faciarza przystało, wieczór przed finałowym startem spędziłem w doborowym towarzystwie kolegów, i ich rowerów, złotego trunku, rudego trunku oraz radioaktywnej chmury, z której strużką wypływał testosteron oraz ten charaktyrystyczny...aromat skoszonej trawy.

MFBR 2020 5

Pogodynka zapowiadała idealną pogodę na ściganie. Miał być lekki mróz, ale przede wszystkim śnieg, którego dosypało nieco w nocy. Czy zatem można marzyć o czymś jeszcze...Oooo...oszywiście...np, że może jednak słynna polana do Pasterki będzie przejezdna w całości i nie trzeba będzie dawać z buta, a asfaltowy podjazd pod Szczeliniec będzie tym razem bardziej płaski.

Na kresce pojawiło się w tym roku nieco mniej osób niż poprzednio, ale i tak widok tylu tłustych kółek powodował szybsze bicie serca oraz przeświadczenie, że "Tłusta Polska jeszcze nie zginęła!". Oprócz (mniej) licznie przybyłych fatbajkerówm nie mniej liczną grupę stanowili cienkokiszkowcy. Tym razem trasa miała okazać się dla nich łaskawa. Parę chwil po 11-tej, gdy spiker zakończył płomienną przemowę odliczaniem, tłum rowerzystów i rowerzystek wyruszył na piąty finał FBR Góry Stołowe. Pisałem już, że warun na ściganie idealny? :) Otóż  w sumie tak, tym razem śniegu nie zabrakło, choć przeczucie podpowiadało, że trawa i tak będzie miejscami wystawać i będzie z nią walka. Tym nie mniej można uznać, iż pierwsze metry wydawały się być w miarę szybkie. I rzeczywiście, już od startu tempo tych najszybszych zawodników było zabójczo szybkie. Ja postanowiłem wyrównać oddech i jechać własnym tempem domowego żółwia, tak aby dojechać w całości i bez odcięcia prądu.

MFBR 2020 4

Łąka, las, podjazd - śnieg nadal leży :). Po nieco dłuższej chwili dojeżdżam do słynnej kładki, będącej początkiem "odcinka specjalnego". W tym roku, pomimo opadów śniegu, kładka jest przejezdna. Trzeba oczywiście uważać, ale bez problemu daje się jechać. Oczywiście nie wszyscy mają tyle szczęścia. Parę osób prowadzi swoje rumaki. Na szczęscie atmosfera jest przyjazna i żaden z idących nie blokuje osób próbujących pokonać trudny odcinek na siodełku. Fragment trasy za kładką to majstersztyk - fantastyczne widoki połączone z techniczną ścieżką wijącą się pośród skał. Udaje się ją przejechać niemal w siodełku, po czym rozpoczyna się mozolna walka z kilometrami nie mniej urokliwych szutrów Gór Stołowych. O dziwo czuję relatywnie wysoki przypływ mocy, podniecenie sięga zenitu, dlatego popijam z bidonu zimny napój, co by je poskromić, a moc zachomikować na później. Mimo to okazuje się, że dojeżdżając do szosy odzielającej jasną stronę FBR od "ciemnej" (nielubianej) strony osiągam zdecydowanie dobry czas - jest szansa, że do mety doczłapię się jeszcze za dnia. Jadę dalej pokonując kolejne coraz licznieszje wzniesienia, a szeroka szutrówka nieuchronnie zbliża do słynnej łąki, która od pięciu edycji jest zmorą wielu uczestników FatBike Race Góry Stołowe.

Psychicznie szykuję się już na kolejny wypych, gdy tym czasem....Nieeee, to niemożliwe! Urodziwa łąka pod Sczelińceem leży pod względnie ubitym śniegiem. Cały ten odcinek "przelatuję". Gęba sama się śmieje, a kolejne podjazdy już nie są takie straszne - w nogach jest względny zapas energii. Wisienką na torcie jest techniczny zjazd - tym razem zero upadków - rower sam niesie. Szkoda jeno, że fotografów już nie ma...

Asfaltowy podjazd już czeka na mnie z wyciągniętymi rękami. Malina - tłuścioch powoli wtacza się na kolejną agrafkę, ale przynajmniej robi to z gracją jak na grubasa przystało. Ja wtóruję mu lekko urywanym oddechem i mięśniem piwnym uderzającym zwiewnie i lekko o mostek. Niesamowite....raz, dwa, trzy i już dojeżdzam do znacznika 3 km do mety! To już właściwie z górki będzie....Potem znowu polana (prawie Jakuszycka), i krokiem łyżwowym zdobywam mostek tuż przed metą ostatniej edycji Monteria Fat Bike Race...Jestem zmęczony, ale szczęśliwy jak dawno....Na mecie Śliwowica - wchodzi w gardło jak rzadko...Banan na twarzy jak ksieżyć - dzwonię do żony, z informacją, że już doszedłem...pardon...dojechałem. A moja ukochana na to wszystko po swojemu: MICHAŁ, OBUDŹ SIĘ...WSTAWAJ!!! JUŻ ÓSMA - DZIECKO DO PRZEDSZKOLA MUSISZ ZAWIEŚĆ I DO ROBOTY, MĘŻU.!...

MFBR 2020 7

Jeszcze z lekkim niedowierzaniem przecieram zamglony wzrok....A miałem takiiii pięknyyy SEN! Po czym zaglądam jak każdy Polak na Fejsbunia, co by przyswoić dawkę plotek..A tam przypięty na samej górze krzyczy do mnie post organizatora Monteria Fatbike Race:

 Facebook MFBR post

W tle The Doors zawodzi jakże adekwatną piosenkę:

This is the end, beautiful friend
This is the end, my only friend
The end of our elaborate plans
The end of ev'rything that stands
The end
No safety or surprise
The end
I'll never look into your eyes again
Can you picture what will be
So limitless and free
Desperately in need of
some strangers hand
In a desperate land
MFBR 2020 8
Zdrówko Panie Walerianie! Pan odszedł, a z Panem także Monteria FBR... :( :(
....KURTYNA...
 
Michał Śmieszek