Wypasiony czeski wojownik Sumo

 

 

Author Sumo 2016 2

Author Sumo to prawdopodobnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych fatów w Polsce. Czy odświeżony model na rok 2016 odniesie podobny sukces co jego poprzednik?

 

Jako szczęśliwy posiadacz starego modelu postanowiłem jako pierwszy dokopać się do informacji na temat poliftingowej wersji i spróbować znaleźć odpowiedź na powyższe pytanie.

Author SUMO 2016 na pierwszy rzut oka wydaje się być lustrzanym odbiciem poprzedniego modelu. Uwierzcie, że w tym przypadku pozory bardzo mylą. Czesi starali się sumiennie odrobić lekcje i wyeliminować wszelkie „ale”. W sumie operacja powiodła się. Mimo to, zawsze można się do czegoś przyczepić, nieprawdaż?

Rama wygląda dość znajomo, nadal ciężka i również ze stali, jednakże przeszła swoją metamorfozę i bądź co bądź zasługuje na przyzwoitą ocenę. Najważniejszą zmianą jest zastosowanie główki w standardzie "tapered", która oprócz lepszej sztywności frontu roweru daje jeźdźcowi większe możliwości w doborze widełek. Również geometria ramy została przekształcona.

2016 geometria sumo

Od razu widać optymalizację pod kątem obecności ewentualnej, przedniej amortyzacji. O ile SUMO 2015 ukazał się zaledwie w dwóch wariantach: 17” i 19”, z czego ten większy, w niektórych przypadkach wydawał się być mimo wszystko niewystarczający, to w nowym modelu doczekamy się rozmiaru XXL (21"), już z właściwymi parametrami. Ponadto szkielet otrzyma szlachetny i naturalny, stalowy kolor.

Author Sumo 2016

Radykalną zmianą jest sam napęd. Amerykański SRAM został zupełnie przepędzony z czeskiego podwórka. W jego miejsce wskoczyła grupa Shimano Deore oraz twór o nazwie Samox, który zastąpił poprzednią korbę i suport. Mimo, iż czasem korzystają zeń najpoważniejsze firmy rowerowe, np Specialized, to do mnie ten element absolutnie nie przemawia”.

Nadal sporym minusem jest dość wysoka masa czeskiego tłuściocha. SUMO nie dość, że przez rok nie schudł, to dodatkowo przytył… Całe 100g. Końcowy wynik 16,5 kg jest dość słabym osiągnięciem na tle konkurencji - winowajcą jest pancerna, stalowa rama oraz koła.

Na szczęście dla osób poważnie zainteresowanych pozostawiono charakterystyczne barwy wojenne tłustego wojownika. Od siebie dodam jedynie, iż neonowo-żółta kolorystyka obręczy i oczywiście sam ich rozmiar po prostu nie pozwalają przejść obok tego roweru obojętnie. Zawsze na twarzach przechodniów pojawia się szeroki, szczery uśmiech, często  w pakiecie ze stwierdzeniem „ooo kur...”.

Ogromnym plusem nowego SUMO jest to, że nie wyblakł i wprowadził kilka trafionych, konstrukcyjnych zmian. Czy jednak to wystarczy na powtórzenie sukcesu z roku 2015?

Bartosz Bidas