Genesis Bikes - stalowe renifery

caribou 08

Śmigając w tym roku na singlach pod Smrekiem, natrafiliśmy w smrekowym centrum w Novym Mestie na bardzo sympatyczne jednoślady marki Genesis. Nie zastanawiając się długo, szurnęliśmy ich śladem...

 

Wrodzony zmysł kazał natychmiast sprawdzić, co w ofercie ma firma Genesis. Okazało się od razu, iż mamy do czynienia z marką całkowicie inną, niż ta znana ze sportowych sklepów Inter Sport. Przede wszystkim, Genesis Bikes, to angielska manufaktura prowadzona przez entuzjastów dwóch kółek, a nie dział handlowy. Sprawia to, iż rowery oferowane przez ekipę Genesis są naprawdę nietuzinkowe i raczej trudno je spotkać na każdym rogu.

Co więcej, miłośników zjawisk paranormalnych oraz wierzeń dziwnych-i-nietypowych, informujemy, iż Genesis specjalizuje się w produkcji "stalówek". Krótko mówiąc, jeśli szukacie duchów zaklętych w stalowych rurkach, pragniecie odnaleźć równowagę życiową oraz spokój stalowej duszy, to skierujcie waszą uwagę na angielską manufakturę Genesis Bikes.

Oprócz bogatej oferty szosówek i rasowych 29erów,  w katalogu nie mogło zabraknąć prawdziwego tłuściocha o nieprzypadkowej nazwie CARIBOU. Jak wiadomo z lekcji przyrody, karibu, czyli po polskiemu "renifery tundrowe", zamieszkują arktyczne lasy Eurazji oraz Ameryki Północnej, i doskonale dają sobie radę w trudnych warunkach pogodowych. 

caribou front view

To co od razu rzuca się w oczy, to całkiem atrakcyjna cena za stalowego grubasa zaczynająca się od 899 funtów szterlingów :). Zaczynająca, bowiem górna granica jest bardzo daleka i wyznacza ją przyszły właściciel. W końcu to manufaktura, a nie fabryka.

Za wyżej wymienioną kwotę otrzymuje się w "podstawie", pikną ino cud ramę wyspawaną z podwójnie cieniowanej, ciągniętej na zimno, stali chromo molibdenowej 4130, którą chłopaki z Genesis nazwali "Mjölnir Chromoly" aka "Młot Thora". Ramy produkowane są na Tajwanie, co dziś już nie powinno nikogo dziwić.

caribou 06

Jak przyznają projektanci tego tłuścioszka, jednym z głównych założeń było dobre sprawowanie się na ścieżkach, dlatego geometria zoptymalizowana jest pod kątem jazdy "trail",  bez ściganckiej napinki. Genesis Caribou sprawdzi się doskonale jako juczny renifer do zaawansowanego "bikepackingu" jak również sprzęt do wesołego turlania się po krętych ścieżkach.

caribou 12

Nienaganne zachowanie zapewnia długa górna rura (efektywna długość), ustawowo niezbyt długi ogon 455mm oraz sensowne kąty główki i rury podsiodłowej - 68/73st. Niezbyt agresywna pozycja jest nie tylko efektem stosunkowo wysokiej główki ramy, ale także obecnością charakterystycznej kierownicy z potężnym "backsweepe'em" 20st., oraz tradycyjnych sterów 1 1/8" z zewnętrznymi miskami, dodatkowo zwiększających odległość kierownicy od podłoża. Last but not least, Genesis Caribou ma sztywny widelec z przodu i w takiej konfiguracji sprawdzi się najlepiej.

caribou side view

 

Genesis Caribou Geometry

Za wspomniane, niecałe 1k funciaków panowie z Genesis proponują poniższą konfigurację:

Caribou Specification

Pomimo niezbyt wygórowanej ceny udało się zapakować sprawdzony napęd 1x10, którego nie zarżnie pierwsza lepsza zima. Pewnego rodzaju ciekawostką są w tym zestawieniu mechaniczne hamulce tarczowe TRP. Można jęczeć na brak hydrauliki, jednakże eksperci niemal jednogłośnie twierdzą, iż w niskich temperaturach hydraulika jest bardziej awaryjna niż mechaniczne tarczówki. Elementami świadczącymi o praktycznym, a nie wyłącznie zarobkowym podejściu do fat-bajków są maszynowe łożyska kierownicy FSA Orbit oraz pancerny suport Race Face Team DH.

I jak wam się podoba angielski pomysł na tłustego wszędołaza?

Photo & info: Genesis Bikes

Michał Śmieszek