Piękne i tłuste są tylko chwile - Giant Momentum iRide Rocker

Giant Momentum iRIDE Rocker Khaki

Zarzekali się, że nigdy przenigdy, że fatbike to nisza nisz i "ble". Prawie dotrzymali słowa. Prawie, ponieważ Wielki Giant cichaczem wprowadza do obiegu "lajfstajlowe tłuściochy"!

 

Tak, tak. To nie noworoczna kaczka dziennikarska. Pierwsze przecieki pojawiły się już parę miesięcy temu, gdy na rynku zadebiutował "Momentum Bikes" - brand stworzony przez tajwańskiego "Giganta". Po cichu i bez wielkiego rozgłosu - przynajmniej w Polsce. Co więcej, rowery sygnowane stylizowanym logo "Momentum" bardzo skromnie chwalą się prawdziwym rodowodem - "by Giant" - ukrytym bodajże na spodzie dolnej rury.

Zanim przejdę do tłustego sedna, jeszcze słów kilka o tym specyficznym odłamie tajwańskiego producenta. Otóż marka Momentum, to rowery skierowane przede wszystkim dla mieszczuchów, białych kołnierzyków oraz wszystkich tych, którzy cenią komfort, dobrą zabawę oraz wyróżnianie się w tłumie. Giant kategoryzuje je jako tzw. "lifestyle".

Giant Momentum iRIDE Rocker

Czy faktycznie fatbike można wpisać tę kategorię? Giant twierdzi: jak najbardziej, dlatego swoim klientom proponuje nowy produkt będący połączeniem roweru na grubych, balonowych oponach oraz miejskiego "commutera". Dość karkołomne i budzące wiele kontrowersji podejście do tematu tłuściochów, czego dowodem są komentarze na forach internetowych. Specjalistom od tłuściochów oraz wyznawcom tłustej religii trudno przeboleć, że Giant zamiast stworzyć prawdziwego, wyczynowego tłustego wszędołaza zaproponował rozwiązanie z kategorii "budżet-FAT". Ale czy aby na pewno?

Pierwsze wrażenie potrafi być mylące, czego dowodem jest właśnie iRide Rocker przygotowany przez tajwański dział marketingu. Specyfikacja techniczna nie daje bowiem cienia wątpliwości, że stoi przed nami coś więcej, niż jednoślad służący jazdy w parkowej piaskownicy w środku miasta.
Na dokładkę tajwański gigant stara się skierować naszą uwagę na inne tory stosując atrakcyjne malowanie - do wyboru mamy aż trzy wersje jednego modelu w powalającej cenie 2600PLN

Giant Momentum iRIDE Rocker Orange

Giant Momentum iRIDE Rocker Green

Sęk w tym, że to działa...z pewnością na wyobraźnię, cholera jasna :). Co więcej, Giant Rocker ma nie tylko ciekawą stylizację, ale też niską cenę - w Polsce 2599PLN.

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Otóż negatywna ocena mija, gdy baczniej przyjrzymy się sercu tego roweru - którym jest "niepozorny frameset". Otóż Tajwańczycy proponują aluminiową, cieniowaną ramę z własnego stopu Aluxx połączoną ze sztywnym widelcem. To właśnie tu tkwi siła tego roweru, o czym świadczą komentarze zachodnich użytkowników, którzy już zaryzykowali kupno taniego fata Momentum iRide Rocker.

Giant Momentum iRIDE Rocker side view

W procesie produkcyjnym wykorzystano hydroformowanie newralgicznych fragmentów ramy. Należy podkreślić, iż Giant nie serwuje tu jednak wizualnych wodotrysków. Siłą jest prostota. Mimo tak niskiej ceny roweru udało się projektantom zaimplementować eleganckie gniazdo hamulca tarczowego Post-Mount oraz znacznie ważniejszy element - widelec z aluminiową rurą sterową w standardzie "tapered"!!! Tego nie widać w pierwszej chwili bowiem główka ramy jest prosta. A jednak....  Inwestycja w amortyzator nie jest zatem problemem w przyszłości, a parametry ramy wręcz zachęcają do takiego ruchu.

O luźnym, niebanalnym podejściu do tłustego tematu świadczy także inny, charakterystyczny element konstrukcyjny ramy - górna rura. Nie dość, że podwójna (w stylu "On-One Fatty"), to jeszcze w okolicy główki ramy, rurki zostały finezyjnie wygięte tworząc naturalne gniazdo koszyka bidonu. Właściciel Rockera otrzymuje takowy w komplecie z rowerem.

Giant Momentum iRIDE Rocker cup holder

Rozwiązanie jest kontrowersyjne i raczej niespotykane, ale trudno odmówić mu pewnych praktycznych zalet - łatwo sięgnąć po bidon, zaś pancerze są odsunięte od główki ramy nie powodują wycierania powłoki lakierniczej. Jakby do tego bidonu dołączyć rurkę to wyjdzie prawie "triatlonówka dla grubasów"...tiaaa...

Aluminiowy szkielet Giant iRide Rocker wbrew stereotypom przypisanym do tanich fatbajków, a nawet własnemu rodowodowi ma wyraźną sportową stylizację, o czym świadczy między innymi klasyczna geometria ramy. Widełki są krótkie - 457mm, kąty główki 71st, podsiodłówki 73st. Co prawda górna rura nie pozwoli się nadto wyciągnąć - efektywnie 600mm, ale zagwarantuje neutralną, wygodną pozycję. Krótko podsumowując powyższe lanie wody - tłusty Giant może znacznie więcej niż z pozoru wygląda!

Tyle pieję nad budżetowym Giant'em, to tera pohejtuję. :) :)

Momentum iRide Rocker ma dwie bolączki: osprzęt i rozmiarówkę. Pierwszy element nie podlega dyskusji - uzbrojenie, zwłaszcza napęd i koła, odzwierciedla atrakcyjną, niską cenę i nadaje się wyłącznie do jazdy parkowymi alejkami w towarzystwie dziewczyny lub chłopaka (lub dziewcząt i chłopaków). Każdy, kto wsiąknie w temat fatów wymieni go w pierwszej kolejności. Jasnym punktem wydają się być co najwyżej skuteczne, mechaniczne hamulce tarczowe Giant DA8.

Sporym zaskoczeniem mimo to, jest bardzo niska waga - zaledwie 15,5kg! Potencjał do zbijania kilogramów jest zatem "gigantyczny"

Giant Momentum iRIDE Rocker Specification

Natomiast wpadką totalną są zaledwie dwa rozmiary ramy - S i M - w przypadku Gianta będzie to jakieś 15.5" i 17". Dlaczego nie zaryzykowano trzeciego rozmiaru - co najmniej 19" dla osób powyżej 180cm? Na to pytanie odpowiedź zna tylko producent...

Jak w praktyce prezentuje się i spisuje się Giant Momentum iRide Rocker? O tym już niedługo przeczytacie w teście Tadeusza Pietrzaka.

Michał Śmieszek