Giant tyje nieśmiało

Giant Iride

Giant postanowił zrobić kolejny krok w świecie otyłych rowerów i wystawił do boju drugiego tłuściocha. Obok "nieśmiałego" Momentum Iride Rocker 3, którego mieliśmy okazje testować, pojawił się bardziej dorosły Iride Rocker 1. Choć czy faktycznie w pełni dojrzały?

Pierwsze wrażenie jest całkiem pozytywne: nieco lepszy osprzęt od starszego brata, amortyzator z przodu i nawet sztyca regulowana z kierownicy! Interesująco się zapowiada. Jednak opony i obręcze zdradzają, że to bardziej budżetowy rower. Przyjrzyjmy się bliżej grubaskowi. Rama Alu pod własną nazwą Aluxx, jednak już bez tego nietypowego rozwiązania z koszykiem na bidon w górnej rurze. Dostępne rozmiary to tylko S lub M - rośli znowu będą zawiedzeni. Przód zaopatrzony w amortyzator RST Fat o skoku 80 mm. Może trochę mało, ale przecież w facie nie jest on niezbędny. Kierownica i mostek z własnym logo, podobnie jak piasty czy siodełko. Sztyca regulowana o niezbyt dużym skoku 80 mm z zewnętrznym prowadzeniem linki to jak najbardziej plus. Obręcze aluminiowe - przód zaledwie 50 mm, tył aż 96 mm, a na nich średnio tłuste opony o szerokości 4 cali Innova 60 TPI . 

Giant Iride 2

Napęd stanowi kombinacja Schimano Alivio i Acera z trzema tarczami na korbie 44/32/22T i 8-biegową kasetą 12-32T. Jak widać, tu producent wyraźnie zaoszczędził, choć w porównaniu do starszego brata jest dużo lepiej. Zakres przełożeń powinien być wystarczający do jazdy w terenie, górach, jak i na równej drodze. Oszczędności nie ominęły hamulców:  z przodu i z tyłu mamy tarczę o średnicy 160 mm, sterowane mechanicznie. Niestety masa całości nieznana, ale patrząc na wcześniejszego Iride Rocker 3, którego masa była akceptowalna, w tym przypadku już tak różowo zapewne nie będzie. Obecność trzech blatów z przodu, przedniej przerzutki, manetki, amortyzatora i regulowanej sztycy może przełożyć się na bardzo pokaźny wynik na wadze. Co ciekawe, producent sugeruje wizytę u lokalnego dystrybutora, który zważy nam wybrany rower. 

Giant Iride 3

Podobnie jak w przypadku pierwszego tłuściocha, Giantowi brakuję śmiałości. Najbardziej widoczny napis to nazwa modelu "Iride". Dalej dostrzeżemy "Momentum" na amorze czy Rocker na laćkach. Dopiero jak zabawimy się w detektywa, znajdziemy na dolnej rurze tylnego trójkąta logo "Giant". Czemu producent tak się chowa? Czy faktycznie ma się czego wstydzić? Iride Rocker 1 nie jest może jeszcze grubasem z górnej półki z karbonową ramą i kosmicznymi technologiami, ale z tym wyposażeniem i ceną 3499 zł jest interesującą pełnotłustą propozycją.

 Maciej Paterak