Test roweru Cube Nutrail

Cube nutrail 1

Cube Nutrail to moja pierwsza maszyna na tłustym kole. Kiedy tylko dostałem go w swoje ręce, natychmiast zafundowałem mu róg obfitości warunków terenowych. Czy jest coś, co może zatrzymać sześciennego fata?

 

Początek przygody

 
Tłustą filozofią zaraziłem się na testach rowerów Scott. Oni temu winni. Od tego czasu wertowałem różne strony internetowe, portale aukcyjne, poszukując czegoś dla siebie. Big Ed był oczywiście faworytem, bo na nim już jeździłem i mnie zauroczył, ale ta cena... Zacząłem szukać tańszej opcji, zastanawiając się, czy jednak nie lepiej kupić coś bardziej budżetowego. Nie wiedziałem przecież, czy na dłuższą metę taki rower mi się spodoba. Brałem pod uwagę Mongosse Argus, Head Randal, a nawet jakiś mało znany u nas rower, produkowany przez narciarską firmę Fischer. Ostatecznie, zupełnie przez przypadek, wypatrzyłem Cube Nutrail w lepszej cenie niż Scott, do tego na bardzo przyzwoitym osprzęcie i w atrakcyjnej formie finansowania. To było coś dla mnie! Nie zwykłem chodzić na kompromis podczas zakupu takiego sprzętu, bo zazwyczaj nie daje to oczekiwanej satysfakcji, a ewentualne modernizacje, czy konieczność doposażanie w lepsze komponenty. Koniec końców i tak niezbędne mody wydrenują odpowiednio portfel. Tak więc długo się nie zastanawiając, zakupiłem owego grubasa przez internet.
 

Fat Bike Cube Nutrail

 
Cube nutrail 7
 

Rozpakowanie

 
Zaledwie dwa dni później, akurat w piątek, rower był już u mnie w domu. Niecierpliwy szybko rozpakowałem maszynę i poskładałem do kupy. Sprzęt miał zdemontowane przednie koło, kierownicę i sztycę z siodełkiem. Niestety nie pomyślałem o pedałach, których nie było w komplecie. Na szczęście miałem jakieś zwykłe z marketu, więc je tymczasowo zamontowałem. Pięć minut pracy i już można zrobić pierwsze próby. Trzeba było lekko wyregulować tylną przerzutkę i nieco dopompować koła. Tutaj pierwszy szok: w tylnym kole 0,6 atmosfery i już jest dobrze! Z przodu manometr w pompce nawet nie ruszył z miejsca, choć ciśnienie było wystarczające. Trochę jeszcze popracowałem nad właściwą regulacją amortyzatora, pod moją wagę i koniec. Wszystko przygotowane, więc można planować pierwszą wyprawę. Padło na góry, które mam na przysłowiowe wyciągnięcie ręki. Dokładnie to w Beskid Śląski na Skrzyczne - to mój ulubiony podjazd.
 
Cube nutrail 2
 

W drogę!

 
Owszem, w góry mam stosunkowo blisko, ale żeby dojechać do punktu właściwego startu trzeba się trochę namachać. Oznacza to około 35 km jazdy, głównie po asfaltach, trochę też po gruntowych drogach. Na pewno nie jest to rewir dla tłuściocha, ale wbrew pozorom można zupełnie sprawnie poruszać się do przodu. Pierwsze co rzuca się w oczy, a właściwie w uszy, to dźwięk jaki wydają opony podczas jazdy. Rozmowa z ewentualnym współtowarzyszem mogłaby okazać się utrudniona bądź wręcz niemożliwa. Wtóruje temu głośne terkotanie tylnej piasty, kiedy przestaje pedałować. Niewątpliwie nie da się być anonimowym na takim rowerze. Nie dziwię się, że np. firma Scott reklamuję swojego fata jako maszynę do lansu. Reakcję ludzi są najróżniejsze, czasem wręcz zabawne. Jedni tylko dziwią się na widok szerokich opon, inni dają "lajki" na żywo, wystawiając rękę przez okno w samochodzie z kciukiem do góry, a są nawet tacy co się potrafią przestraszyć. Jedna pani nawet chciała z ciekawości podnieść maszynę, żeby sprawdzić ile waży. Człowiek non stop jest w centrum wydarzeń.
 
Cube nutrail 10
 

Wspinaczka

 
Dojechałem do Lipowej, a dokładnie do Zimnika. Tam krótki odpoczynek i ruszam do góry. Cube został wyposażony w napęd 2X10, czyli najczęściej spotykane zestawienie w tego typu sprzętach. Jeszcze przed zakupem rozważałem wersję 1X11, ale miałem obawy co do odpowiedniego zakresu przełożeń. Ostatecznie przednia przerzutka mi w niczym nie przeszkadza. Z przodu mamy Shimano Deore i korbę Race Face Ride z tarczami 22x36T. Tył obsługuję Shimano XT oraz kaseta Shimano CS-HG 11-36T. Obie przerzutki sterowane są przez manetki Shimano Deore. Przy okazji wspomnę o linkach prowadzonych wewnątrz ramy - praktyczne i estetyczne rozwiązanie. No dobrze, tyle technicznych danych, a jak to się sprawuję w praktyce? Podjazd pod Skrzyczne od tej strony nie jest specjalnie wymagający, ale za to jest dość długi. Do tego ponad połowa to asfalt. Większość tej trasy podjeżdżam więc na wysokich przełożeniach. Dopóki nie dojechałem do bardziej stromej i szutrowej części, nie zdarzało mi się korzystać z największej tarczy z tyłu. Tutaj akurat się przydała. Śmiało można stwierdzić, że rozpiętość przełożeń jest na tyle duża, że praktycznie w każdym terenie poradzimy sobie nie schodząc z siodła. Tutaj też mogłem odczuć zalety przyczepności szerokiego koła na luźnym żwirze. Następnego dnia wyjeżdżałem na Szyndzielnię i Klimczok. Jest tam taki krótki fragment trasy wzdłuż talerzyka na Szyndzielni, gdzie mogłem zweryfikować swoją poprzednią tezę odnośnie najlżejszych przełożeń. Niestety tu brakowało mi jeszcze jednego biegu. Tylko nie wiem, czy to nie byłby zbyt wolny bieg i czy przednie koło zbyt chętnie by się nie wzbijało w powietrze. Tłuścioch wymaga jednak włożenia nieco więcej sił w podjazd. Zapewne wpływa na to masa kół, jak i samego roweru. Ten waży według producenta 14,7 kg. Jak na fata z amortyzacją jet to dobry wynik. Sam podjazd zajmuje mi nieco więcej czasu niż na normalnym "góralu". Może to też kwestia zmiany techniki jazdy, może silniejszy wiatr, może przypadek. Zbyt wcześnie by to oceniać. 
 
Cube nutrail 9
 

Czas na zjazd

 
Przejechałem się kawałek wzdłuż szczytów i ruszyłem trasą narciarską z Małego Skrzycznego w dół. Czas przetestować hamulce. Cube Nutrail wyposażony jest oczywiście w tarczówki i jak przystało na dobrej klasy rower - hydrauliczne. Dokładnie to Magura MT2, Hydr. Disc Brake (180/180). Działają dobrze, są dość precyzyjne i dają poczucie bezpieczeństwa nawet na stromych odcinkach. Jest tylko jedno "ale". Dźwięk, który wydają podczas działania. Może to kwestia dotarcia, jakiejś regulacji, ale słychać dziwne popiskiwania, stukanie, jakby nie przylegały równolegle do tarczy. Chwilami człowiek zastanawia się, czy zaraz ich nie straci. W następnym dniu to się jeszcze nasiliło, ale sama skuteczność nadal była dobra. Dopiero podczas kolejnej wyprawy jakby zaczęły cichnąć.
 
Cube nutrail 4
 
Podczas zjazdu mogłem też docenić zalety szerokiego koła i bardzo dobrej amortyzacji. Cube wyposażył swojego Fat Bikea w opony Schwalbe Jumbo Jim o szerokości 4,4 cala. Przyczepności dają aż nad to! Obojętne jaki teren mamy do pokonania, wszędzie jadą jak czołg na gąsienicach. Kamienie, piasek, trawa, błoto - nie ma znaczenia. Ani przez chwilę nie wpadają w choćby drobny uślizg. Nieźle też tłumią nierówności, a do tego z przodu pomaga im słynny Rock Shox Bluto RL Solo Air o skoku 100 mm. Nie ukrywam, że koniecznie chciałem mieć amorka, bo jednak jest wyraźnie wygodniej i w newralgicznych sytuacjach bezpieczniej. Nadgarstki też trochę można oszczędzić. Bluto działa znakomicie i trudno mi się do czegoś przyczepić. Dodatkowo wyposażony jest w blokadę sterowaną z kierownicy, choć tak naprawdę to nie do końca 100% blokada. Amorek robi się po prostu sztywny, ale przy większym uderzeniu nieco ugnie się. Podobnie przy mocnym pedałowaniu - można poczuć jego delikatne działanie. 
 
Cube nutrail 5
 
Wracając jeszcze na chwilę do przełożeń. Już te pierwsze wypady pokazały, że na długich zjazdach gdzie można by jeszcze trochę dokręcić po prostu nie ma już z czego. Gdyby tak jeszcze kilka zębów więcej z przodu?  Porzućmy tą myśl i nie zapominajmy się. Przecież nie do tego stworzono fatbajki.
 
Cube nutrail 8
 

W piach

 
Ostatnia poważniejsza próba miała miejsce na Pustyni Błędowskiej. Tam piasku nie brakuję. Koniecznie chciałem sprawdzić jak taki rower poradzi sobie z tak ekstremalnymi warunkami. Podobno do tego jest stworzony. No i radzi sobie! Przynajmniej dopóki nie wjedziemy w najbardziej kopny piach. Ale nawet wtedy da się jechać, choć trzeba już włożyć sporo siły. Tylne koło czasem buksuję, mimo to wciąż jadę do przodu. Zwykłym rowerem nie ujechałbym nawet metra. Pobawiłem się tak dobrą godzinę, aż się wypompowałem. Pomógł mi w tym upał, bo jak wiadomo, na pustyni zawsze grzeje niemiłosiernie. I ten test wypadł pozytywnie! Jedyne co trochę denerwuję, kiedy opuszczam pustynię, to piasek przyklejony do łańcucha i zębatek. Czuć przy pierwszych kilkunastu kilometrach takie chrupanie, coś jakby dosypać go sobie do kanapki i gryźć... Przydało by się od razu umyć cały napęd, ale w terenie to nie możliwe. Seryjny, gęsty smar absolutnie nie nadaje się na takie warunki. Najlepiej od razu się go pozbyć jeżeli planujecie taką wycieczkę. Przy okazji wspomnę, że tego dnia pokonałem w sumie nieco ponad 200 km. Jak widać, można na grubasie także można robić konkretne wycieczki.
 
Cube nutrail 6
 

Drobiazgi...

 
Na koniec jeszcze o użytecznym drobiazgu. Cube ma możliwość zamontowania dwóch bidonów. Może dla większości to bez znaczenia,ale dla kogoś takiego jak ja, który lubi długie podróże to przydatne rozwiązanie. Przy okazji mamy dwie opcję zamontowania podręcznej pompki rowerowej. 
 

Podsumowanie

 
Cube Nutrail przeszedł moje próby bez zająknięcia. Mam nadzieję, że z czasem i z hamulcami się jakoś dotrzemy. Do pełni szczęście potrzeba praktyki z dobieraniem ciśnienia w oponach, aby znaleźć optymalny kompromis pomiędzy komfortem jazdy, a oporami toczenia. Osobiście zamierzam zamontować sztycę regulowaną z kierownicy, bo w górach to przydatne rozwiązanie. Mimo baloniastych opon odczuwam też brak tylnej amortyzacji. Jest to po prostu efekt wieloletniego przyzwyczajenia do roweru typu Full Suspension. Jedyne co nie wytrzymało mojego testu to pedały z marketu, które zatarły się już w drugi dzień zmagań. Ale to nie dziwi...
 
Pozdrawiam na tłusto,
Maciej Paterak