Test Head Randall II - mocna głowa na tlustym karku

Head Randall Test 1Co by tu wymyślić, żeby dobrze się sprzedało, było zgodne z misją firmy oraz wyraźnie kojarzyło naszą markę z zimą?...I żeby nie były to znowu narty... - padło pytanie konkursowe podczas "brifingu" w europejskiej centrali Head.

 

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, bo właśnie dotarło do brzegów Europy, prosto z Hameryki, tłuste tsunami - fatbajki. Szast prast i spod igły montażowej zjechały pierwsze prototypowe modele Head Randall. To było zirka lat temu 2. Od tego czasu wieleee się zmieniło, zwłaszcza same rowery zyskały na urodzie oraz na klasie. Baaa, przemyślana polityka firmy, sprawiła, że w tej części Europy tłuściochy Head są prawdopodobnie jednymi z najczęściej widywanych fatów. Nic więc dziwnego, że jeden z nich trafił w końcu pod mój tyłek - nie mniej tłusty niż 4.5 calowe Kendy Juggernaut, w jakie obuto całą fatbajkową kolekcję. Ta przygoda musiała skończyć się...testem. Lejdis....na tapecie dziki HEAD RANDALL II 2016.

Ale od początku...

Tłusty jednoślad nie przyjechał do mnie, niestety, w pudle wypełnionym piłkami tenisowymi, także tu nie będę silił się na pochwały ;). Było całkiem normalnie...ot kolejny rower, tylko nieco większy, który za chwilę zagości w salonie. Tylko małżowina jakoś tak ten tego...nie teges - bez orgazmu...no doprawdy....wstyd tak gościa z zagranicy przyjmować.

W każdym razie Head Randall stanął ostatecznie na dwóch kołach w sieni naszego apartamentu i o dziwo wzbudził nie tylko respekt, lekką nerwicę, lecz również...uśmiech estety (żony) - "Ooo...jaki ładny kolor...pasuje do moich oczu".

Head Randall Test 6Rzeczywiście testowy Head Randall, tak jak jego pozostali bracia reprezentuje wyjątkowo udany graficzny projekt. Naturalnie jest to wyłącznie moje zdanie. Pół-matową czerń połączono ładnie z kolorowymi wtrętami, ale w zgrabny i niekrzykliwy sposób, jednocześnie na tyle charakterystyczny, iż trudno pomylić ten rower z konkurencją. Logo firmy jest mocno wyeksponowane - mnie to akurat nie razi...baaa jestem na swój sposób dumny, że śmigam na nartach i rowerze spod "tej samej igły".

Head Randall Test 9Przyjrzyjmy się tłustemu szkieletowi. Ramę zespawano z aluminiowych rur AL6061, które poddano tu i ówdzie procesowi hydroformowania, ale raczej nie silono się na ich nadmierne wycieniowanie. Goła rama, bez przedniego widelca to aż 2.5kg żywej masy - wynik, którym nie ma się co chwalić wśród kolegów, tłuściochów. Szczęście w nieszczęściu to nie niska waga czyni cuda....

Head Randall Test 18Rury głównego trójkąta mają zmienny profil. Dolna rura ma pudełkowaty przekrój, zaś górna jest delikatnie spłaszczona w poziomie. Spawy nałożono przyzwoicie jak na bądź co bądź, produkt masowy. Respekt wzbudza front roweru - poszerzana główka 1 1/8" - 1.5" oraz końce górnej i dolnej rury tworzą sztywny węzeł.

Head Randall Test 11

Tylny widelec jest nieco bardziej "filigranowy" - jak na tłuściocha. Widać również, iż Head nie wyszedł spod dłuta Michała Anioła, lecz spod prostszego narzędzia jego azjatyckiego alter ego. Odstępstwem od protokołu świadczącym o profesjonalnym potraktowaniu tematu "Fatbike dla każdego" jest obecność mocowania hamulca Post Mount wewnątrz tylnych widełek oraz gniazda "Direct Mount" przedniej przerzutki. Również nietuzinkowym elementem jest eleganckie schowanie cięgien przedniej i tylnej zmieniarki wewnątrz górnej rury oraz estetyczne mocowanie pancerzy do ramy.

Head Randall Test 14Co ciekawe, wyprowadzenie linek jest naprawdę dobrze umiejscowione i nie ma większych problemów z ewentualną wymianą cięgien - za każdym razem, trwało do dosłownie parę minut.

Porównując tłustego Randall'a do podobnej konkurencji trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż jego projektanci pragnęli połączyć wodę z ogniem, tzn stworzyć rower łączący rekreację ze sportem - a to jak mi się zdaje, charakterystyczne składniki wizji marki Head. Świadczy o tym kilka cech: primo - sportowy sznyt nadaje między innymi brak mocowań pod bagażniki, sakwy i inne akcesoria, secundo - bardzo przyzwoity osprzęt, w tym fabryczna obecność potężnych opon Kenda Juggernaut Sport 4.5" (nota bene, te opony znajdziecie we wszystkich tłuściochach Head).

Head Randall Test 17To nie przypadek, lecz celowy zamysł projektantów, którzy musieli uwzględnić choćby odpowiednio długi i szeroki ogon zdolny pomieścić tak szeroką oponę. Aby ułatwić zadanie, zastosowano szeroką mufę suportu 120mm, co jest rzadkością w przypadku tańszych fatbajków. Miejsca na błoto nie braknie a ni z tyłu ani z przodu.

Head Randall Test 19To gdzie ta "aktywna rekreacja"? Ano siedzi w geometrii tego roweru. Head Randall zdecydowanie nie należy do rasowych, tłustych wyścigówek, ale też trudno nazwać go wygodną, mało zwrotną kanapą do jazdy po miejskim bulwarze. Górna rura nie jest przesadnie długa, a w połączeniu z krótkim mostkiem wymusza niezbyt pochyloną pozycję. Sytuację poprawia nieco obecność sztywnego widelca, który sprawia iż nos Head Randall nie jest przesadnie zadarty, a rower daje się stosunkowo łatwo kontrolować na technicznych sekcjach. Ale, ale...wrażenia z jazdy zachowajmy na ciut później

Tym czasem warto skupić się osprzęcie, który bądź co bądź także świadczy o klasie roweru. Seria Head Randall jest potwierdzeniem, że ten sprzęt został zaprojektowany z  myślą o entuzjastach oczekujących sprawdzonych rozwiązań, a nie o zielonych jak szczypior laikach, którym nie sprawia różnicy dwa kilogramy wagi w tą lub w drugą stronę lub niskiej klasy części na pokładzie

Zerknijmy co tam siedzi...Tłuści Janusze zerkający chciwie na Randalla w mig dostrzegą seriozny i bardzo przyzwoity napęd, którego dostawcą jest Shimano. Za zmianę biegów odpowiadają manetki SLX 2x10, oraz zestaw przerzutek Shimano XT. Niestety, tylna zmieniarka pozbawiona jest blokady sprzęgła. Na otarcie łez przedni mechanizm Shimano XT zamocowany jest bezpośrednio do ramy, co pozytywnie wpływa na kulturę pracy, np. pod obciążeniem.

Head Randall Test 12Największym rozczarowaniem, jeśli można tak to ująć, są dla mnie manetki SLX. Niby wszystko pięknie, ale coś jednak "nie bangla" - po paru miesiącach katowania brakuje precyzji znanej z wyższych modeli, i to mimo wymiany linek oraz pancerzy. Spodziewałem się większej precyzji działania. Również nietrafionym pomysłem jest montaż manetek bezpośrednio do klamek Tektro Gemini. Po pierwsze lubią się luzować, po drugie to starszy model I-Spec "A" z tzw. "zębem", niekompatybilny np. z klamkami hydraulicznymi Shimano w nowszym standardzie I-Spec II.

Head Randall Test 16Head nie kombinował z ilością biegów - Randall ma ich 2x10, zatem spokojnie dadzą sobie na nim radę osoby ze słabszą kondycją fizyczną. O nasz komfort dba również rozsądne stopniowanie kasety Deore 11-36T i mechanizmu korbowego 38/24T. Polecam jednak wymianę kasety na modele "Mega Range" - 40/42T, np. marki Sunrace. Przyda się w górach taki bieg ratunkowy.

Head Randall Test 10A propos...oceniając napęd, warto podkreślić dobre wykonanie oraz działanie mechanizmu korbowego marki First. Kute aluminiowe ramiona oraz zębatki,  zintegrowana oś, zewnętrzne łożyska umieszczone w anodowanych na czerwono miskach - czego chcieć więcej? No ja bym coś na pewno znalazł, ale skoro całość działa tak dobrze jak wygląda, to czepiać się nie będę.

Zapewne najbardziej interesującym elementem tej całej, tłustej układanki są tak naprawdę koła. W grubasach to one odpowiadają za komfort i efektywność toczenia się w różnych warunkach. Choć same z siebie są znacznie cięższe niż przeciętne koło do roweru górskiego to wbrew pozorom tu także liczą się gramy. Jakość wykonania również. Jak zatem wypada komplet toczydełek Head? Chmm...GENIALNIE! To jeden z niewielu rowerów, który w tej klasie cenowej oferuje naprawdę porządne i relatywnie lekkie koła. Przednie koło bez tarczy waży zaledwie 1352g. Tył niestety nadrabia nieco zaległości i dobija do 1786g (z tarczą 160mm i zaciskiem). Piasty to wyrób marki Quando, bardzo solidne - toczą się uszczelnianych łożyskach "maszynowych". Tył 190mm na czterech, przód 135mm na dwóch. Bębenek w tylnej piaście ma trzy zapadki i głośno terkocze...jak rasowe DT Hugi ;)

Zapleciono je do obręczy "No Name", choć szósty zmysł podpowiada, iż producentem jest tajwański. "Stars Circle", ale równie dobrze może to być jeden z wielu azjatyckich dostawców. Rafki są drążone, aby zbić masę. Czy na tym ideale są jakieś rysy? Ano są - moim zdaniem obręcze są niemal całkowicie niezdatne do konwersji na bezdętkę. Egzorcyzmy, ofiara z konopi oraz wypicie z nimi bruderszaft nie pomogło ani trochę. Nie ma opony, która chciałaby utrzymać się samodzielnie na rancie tych obręczy i tym samym wspomóc konwersję. Szczęściem w tym nieszczęściu jest wręcz genialna prostota wymiany dętki - opona schodzi sama w każdych warunkach. 

Dopełnieniem kół są opony, fabryczne Kendy Juggernaut w wersji "drutowanej" o szerokości 4.5". To w moim mniemaniu jedne z lepszych opon terenowych jakie zna tłusty świat. Dokładny test przeczytacie tutaj, choć krótko powiem, że albo je pokochacie albo znienawidzicie...albo jedno i drugie na raz. :)

Wyhamowaniem tłustego Head'a zajmuje się wspomniana hydraulika Tektro Gemini. Ten model działa jako tako. Dla spokojnie śmigających rowerzystów wystarczą aż nadto, ale w trudnym terenie są za delikatne. Krótko mówiąc - "dupy nie urywa". (pocieszenie, iż w modelach na ten sezon ten komponent został wymieniony na coś lepszego i japońskiego)

Komfort oraz precyzję sterowania powierzono komponentom sygnowanym przez Head. Siodełko nie jest lekkie, ale za to całkiem wygodne - szerokie na 143mm. Ciekawostką jest prosta kierownica o szerokości 720mm połączona 60mm mostkiem. Head należy do tej nielicznej grupy producentów, która nie stosuje giętych kierownic (tzw. riserów) w fatbajkach. Szczerze powiedziawszy ja dość szybko wymieniłem ją jednak na szerszy model o większym wzniosie. Nie żałuję, choć pierwotny zestaw spokojnie daje radę...

JAZDA UŁAŃSKA

Przyzwoity fatbike, to nie tylko taki, który dobrze wygląda, ale też taki, który dobrze śmiga. Gdzie zakwalifikuje się HEAD RANDALL? Chmm....jak to mówią: "...kolegę śpiewaka przesuniemy do sekcji gimnastycznej". Zatem przekornie umieszczę tłuściocha gdzieś pomiędzy ambitną turystyką a sportem.

Dosiadając "sztywno zawieszonego" Head Randall, jeździec przybiera niezbyt agresywną pozycję, można spokojnie rozglądać się dokoła i prowadzić konwersację. To nie wróży dobrze osobom oczekującym sportowej rywalizacji, pokrzykującym: "lewa wolna, kur...wolna!" , lecz.... to tylko pozory, bo szeroka kierownica umożliwia przyjęcie mimo wszystko, pozycji pochylonej nad przodem i tym samym gwarantującej sensowną kontrolę w trakcie szybkiej jazdy po lesie.

Head Randall Test 4Co więcej, włożenie trochę własnej energii w jazdę powoduje, że Head Randall nagle ożywa i pozwala wydusić z siebie znacznie więcej adrenaliny niż stary poczciwy Ikarus. Zjeżdża, podjeżdża a nawet skręca w lewo i w prawo.

Head Randall Test 3Bez względu na powyższe peany, Head Randal to uosobienie stabilności, ale to raczej nie będzie zaskoczeniem. Połączenie geometrii z tak szerokim i pewnym ogumieniem nie może skutkować inną opinią.

Head Randall Test 5To teraz wyobraźcie sobie, co stanie się, gdy w miejsce sztywnego widelca zamontujecie amortyzator. Wiele osób popuka się w głowę, ale równie sporo dojdzie do wniosku: "Czemu nie..."

I bardzo dobrze, bo amortyzacja w tym rowerze sprawi, że nagle dostaniecie szwungu na ostrych, kamienistych zjazdach i w ten przedziwny sposób pozwoli złożyć choćby się w trudny zakręt. Sprawdzone organoleptycznie. Ale nie ma róży bez kolców. Rower tyje dość znacznie, ale przede wszystkim upośledzona zostaje jego zdolność do relatywnie efektywnego pokonywania stromizn. Zmiana jest wyczuwalna, nie sposób jej nie zauważyć, ale można kompensować odpowiednią techniką i pozycją za kierownicą.

Head Randall Test 21

O ile łatwym terenie, mój RST był bardziej zbędnym klockiem o tyle w górach był zbawieniem dla rąk i niejednokrotnie uratował mnie z opresji podczas Bike Adventrue, dlatego gorąco polecam zakup amora tym, którzy myślą o czymś więcej niż tylko o spokojnym turlaniu się po lesie. A Head Randall to w moim mniemaniu doskonały przykład roweru "do tańca i do różańca". Jak trzeba - będzie spokojnym mułem pociągowym albo nieco "utytą" kozicą górską.

A już tak przy okazji...Pewnie zastanawiacie się, dlaczego na zdjęciach widzicie Head Randall w dwóch malowaniach - niebieskim i zielonym. Otóż Head dostał ode mnie naprawdę ostro po dupie. Na tyle mocno, iż pękła rama.. na węźle sztycy podsiodłowej. No cóż jest ryzyko - jest zabawa. O takich rzeczach rzadko pisze się w testach. Ja zrobię wyjątek, ponieważ zachowanie Head Polska było wzorowe - czas oczekiwania na nową ramę nie przekroczył 3 tygodni. Jestem przekonany, że podobne standardy obowiązują dla wszystkich klientów, a nie tylko dla Fatbajkerów.com.pl :) :).

Head Randall Test 22

PODSUMOWANIE:

Jeśli kiedykolwiek myślałem, że Head powinien raczej skupić się na rakietach tenisowych i nartach, to po trwającej nadal przygodzie z tłuściochem Randall, odszczekuję moje złote myśli. Head stworzył bardzo przyjemny rower, który spodoba się zarówno sportowcom jak również niedzielnym rowerzystom bulwarowym. Osprzęt jest na dobrym poziomie, nie bez wad, ale takich zupełnie do przeżycia. Warto myślę, eksperymentować z Headem. Ja na przykład wymieniłem kierownicę na giętą - płaska jakoś mniej mi leżała, choć z drugiej strony trzymała niżej pozycję jadącego. Tak samo opony. Kendy są zaje..fajne w prawdziwy teren, ale do codziennego użytku się słabo nadają. Reasumując pole do tuningu jest spore.

"Sportowcy-amatorzy" powinni z czasem rozejrzeć się koniecznie za kołami kompatybilnymi z systemami bezdętkowymi, np. Sun Ringle Mulefut i lżejszym ogumieniem, ale jeśli dętka im wystarczy, to z Bogiem - fabryczny zestaw nie jest uwłaczająco ciężki, wręcz zaskakuje przyzwoitą wagą. A skoro mowa o wadze, to jednak na miejscu projektantów Head, ja bym wycieniował aluminiowy szkielet w kolejnej edycji - ponad 2.5kg to mimo wszystko dużo, jak na tak znamienitą markę.

A tak na serio...zostawcie wagę w domu. Kupcie lub wypożyczcie Head Randall II w jednej z kilku wypożyczalni i ruszajcie po przygodę. Nie zawiedziecie się!

Michał Śmieszek